rozmowy zwyczajne

"Dusze"

Noc była tak parna, że nie sposób było zasnąć. Przewracałem się z boku na bok, próbowałem liczyć „baranki”, odmawiałem „zdrowaśki”, ale sen nie przychodził. Zrezygnowany dźwignąłem się z łóżka i podszedłem do okna i otworzyłem je na oścież. Czarna noc spowijała sad. Na niebie nie było gwiazd; z prawej strony bursztynowo świeciła parkowa latarnia. Kasztanowce rzucały kładące się na trawie cienie. Chmara owadów uwijała się wokół światła latarni w jakimś dziwnym tańcu, którego nie potrafiłem zrozumieć. Nocne robactwo lgnęło do bursztynowej żarówki z taką pasją, jakby było to coś, co należy wielbić i czcić. Tuż przed moimi oczami śmignął nietoperz. Było cicho, tak cicho, że słyszało się własny oddech i bicie serca i tak przyjemnie, ożywczo i upajająco. Zapach nocy snuł się już po pokoju. Nagle z pobliskich gąszczy odezwał się słowik.

Niewiele później do moich uszu doszły zagadkowe szmery dobiegające gdzieś z dołu. Coś kręciło się w krzakach dzikiej róży. Wytężyłem wzrok, było jednak zbyt ciemno. I wówczas pomyślałem sobie, że może to dusza czyśćcowa? Spojrzałem w dal. Tam, za murem sosen i polem zboża, jest zakonny cmentarz. Może jakaś duszyczka przyszła pod klasztor, aby poprosić o modlitwę, która skróci jej czas pobytu w czyśćcu? W tej chwili przeszedł mnie zimny dreszcz i mimowolnie włosy zjeżyły mi się na głowie. Ale zaraz refleksja: „Czego tu się obawiać? Nawet, jeśli jest to dusza czyśćcowa, to nic złego nie może mi uczynić! Wytężyłem słuch. Szmer ucichł jednak i znów zapanowała cisza, ta jedyna w swoim rodzaju cisza nocy. Letniej, upalnej nocy. Jeszcze przez moment wdychałem jej urokliwą woń, po czym przymknąłem okno i położyłem się spać. Może wreszcie teraz uda mi się zasnąć. Jednak myśl o duszach czyśćcowych, która przed chwilą zakiełkowała w mojej głowie, poczęła się rozwijać. W końcu pochłonęła mnie ostatecznie. Leżąc na wznak, z otwartymi oczami rozmyślałem o duszach pokutujących w czyśćcu. W miejscu gdzie nie ma czasu, gdzie tysiąc lat to jeden dzień, a jeden dzień to tysiąc lat. Podobnie jak w niebie, tyle że w czyśćcu dusza cierpi, bo nie może jeszcze oglądać Boga twarzą w twarz. Cierpi też z innego powodu. Oczyszcza się bowiem z przywiązania do grzechów, a to jest czasami bardzo bolesne.

Aby oddalić natrętne myśli począłem wsłuchiwać się w miarowe tykanie budzika stojącego na półce segmentu. Pomodlę się za ciebie duszyczko, ale pozwól mi spać… tik tak, tik tak, Zdrowaś Maryjo łaski pełna… tik tak, tik tak. . .

Obudziłem się przed szóstą. Słońce szkarłatną łuną dźwigało się zza horyzontu. Niewinność poranka ma w sobie coś z dziewiczości Edenu - jakby odprysk utraconego szczęścia, które Bóg w swojej dobroci uobecnia w każdym świcie.

Myśli o duszach czyśćcowych, które nawiedziły mnie nocą wyparowały jak kamfora. Pośpiesznie umyłem się i ubrałem, po czym z brewiarzem w ręku podreptałem do kaplicy na poranne modlitwy i Mszę świętą.

Po śniadaniu, w czasie którego (muszę to zaznaczyć) chrupałem małe, przepyszne bułeczki z klasztornej piekarni, myśli o duszach pokutujących w czyśćcu wróciły do mnie jak bumerang rzucony przez aborygena.

Siostry opowiadały mi o duszyczkach, które przychodzą do nich, siadają na łóżku i płaczą. Żebrzą o modlitwę; ciężko im tam w czyśćcu. Wzdychają zalewając się łzami. Duszyczki siedzącej na siostrzanym posłaniu nie widać, ale czuć jej obecność i słychać jak zawodzą. „Zlituj się nade mną siostro kochana i pomódl się za mnie!” Pobożna zakonnica drżącymi rękoma sięga po różaniec i poczyna szeptać zdrowaśki. Po jakimś czasie ukojona modlitwą duszyczka odchodzi.

Czasem nawet w ciągu dnia, niektóre siostry widzą nieżyjące już dawno zakonnice przechadzające się alejkami parkowymi. Wierzę w to i wiem, że czasami tak jest, że Bóg pozwala, aby dusza ukazała się żywym.

Spaceruję po parku i rozmyślam o rzeczywistości czyśćca. Przypuszczam, że i ja się tam dostanę.

Przed południem, przy kaplicy spotykam Siostrę Alodię. Ta dziarska zakonnica mimo ponad osiemdziesięciu lat jest jeszcze kierowniczką szwalni i za nic ma swój wiek.

- Czy do Siostry też przychodzą dusze czyśćcowe? Pytam bez wstępów, gdyż wiem, że Siostra Alodia nie weźmie mnie za wariata.

- Nie - odpowiada dobitnie. - Do mnie dusze czyśćcowe nie przychodzą, bo ja modlę się za nie codziennie. Do mnie przychodzą żywi - dodaje uśmiechając się znacząco.

- No tak! To jasne - odpowiadam uśmiechając się również.

- Ojciec też niech do mnie przyjdzie, bo trzeba Ojcu zreperować sutannę! Już niedługo Ojciec opuszcza nas!

- Z pewnością pojawię się w szwalni! - przyrzekam solennie.

Staram się codziennie modlić za duszę czyśćcowe, ale nie chcę, aby do mnie przychodziły i dawały znak swojej obecności. Chyba jestem zbyt bojaźliwy. . .

Odpoczywajcie w pokoju duszyczki sióstr zakonnych i wszystkich Mieszkańców Zespołu Domów Pomocy Społecznej w Wieleniu nad Notecią.

  • Odwiedź nas lub napisz do nas:

W Wieleniu nad Notecią został założony Dom Opieki dla starców pod nazwą Zakładu św. Józefa. Dom ten, prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, rozpoczął swoją działalność w 1933 roku. Od kwietnia 1933 roku siostry Rodziny Maryi rozpoczęły pracę na tym terenie.

Nasza Galeria

/ /